Jak to się zaczęło? Warzywnik: sezon pierwszy

Wygląda to tak: mamy swój ogródek z przepysznymi warzywami i pachnącymi słońcem owocami. Dookoła rosną dzikie rośliny popularnie zwane przez większość „chwastami”, a także znane wszystkim zioła takie jak majeranek, bazylia, melisa, tymianek, szałwia i inne. W sezonie od wiosny do jesieni udało nam się w tym roku zebrać tyle plonów i narobić tyle przetworów, że stoisko z warzywami w sklepie odwiedzaliśmy w zimie sporadycznie. Kilka razy zdarzyło się też zaszaleć i kupić egzotyczne owoce.

Nie zawsze tak było. Jeszcze kilka lat temu mieszkaliśmy z mężem w bloku w Warszawie, a większa część żywności, którą konsumowaliśmy, pochodziła z supermarketów. Nie jest tajemnicą, że jedzenie w naszych sklepach często naszpikowane jest chemią. Wszyscy dookoła mówią „czytaj etykietki”. Warzywa i owoce zwykle ich nie mają. A czy zastanawialiście się kiedyś jak wyglądałaby etykietka np. marchewki uwzględniająca wszystkie opryski, którym została poddana? Nie mówię, że warzywa i owoce z supermarketu są złe. Jeśli nie ma się dostępu do innych, lepiej jeść te z supermarketu niż żadne.

Natomiast jeśli ma się możliwość uprawiania choćby niewielkiej ilości na własny użytek – warto spróbować. Bez względu na to gdzie mieszkasz – możesz zamienić swój balkon, taras, trawnik albo łąkę w warzywnik 🙂

Skoro nam się to udało – Tobie na pewno też się uda.

W naszym przypadku po przeprowadzce na wieś to było oczywiste: zakładamy swój ogródek!

Początki nie były łatwe. Pierwszy warzywnik był stosunkowo niewielki, zakładaliśmy go w marcu 2015 roku w miejscu pełnym dzikiej roślinności. Podstawową rzeczą, jaką musieliśmy zrobić było przekopanie ogródka. Chcieliśmy, go wyraźnie oddzielić od otaczających traw i kwiatów, więc na jego brzegach ułożyliśmy drewniane drągi. Postanowiliśmy przekopać też dodatkową powierzchnie na ziemniaki.

Minęło trochę czasu i zauważyłam, że w ziemi zaczęło pojawiać się życie 🙂

Wiosną i latem  mogliśmy się cieszyć swoimi pierwszymi własnymi zbiorami! Oczywiście nie obyło się bez wpadek… Na przykład okazało się, że w miejscu, gdzie posadziliśmy ziemniaki ziemia była zbyt twarda dla ich swobodnego wzrostu. Zasadziliśmy wiosną skrzynkę ziemniaków, zebraliśmy jesienią… również skrzynkę, tylko młodszych 🙂

Pełni zapału w następnym roku postanowiliśmy powiększyć swój warzywnik aż dziesięciokrotnie 🙂

Tym razem nie przekopywaliśmy go ręcznie. Jesienią wyręczyła nas glebogryzarka. Na wyrównaną ziemię rozrzuciliśmy owczy obornik i czekaliśmy na wiosnę…
Ogródek warzywny

Ogródek warzywny

Ogródek warzywny

Ogródek warzywny